niedziela, 27 września 2015

Krawcaty - Yaki

Zacząłem się zastanawiać, czy aby nie wyglądam na znudzonego chama. Postarałem się uśmiechnąć, ale, cóż - mimikę twarzy miałem, jaką miałem, więc zapewne wyszedł z tego raczej grymas.
- Możemy wyjść na dwór.
Skinęła głową i wyszliśmy z pokoju. Żadne z nas nie zapaliło światła, bo nie byliśmy pewni, czy jest już cisza nocna. Idąc ciemnym korytarzem nie widziałem absolutnie NIC. Nie trudno się domyślić, że zdałem się na los i jedynie liczyłem na to, że nic mi się nie stanie.
Jak przystało na rasowego pechowca, w dodatku ślepego, oczywiście nie udało mi się wyjść ze spacerku po korytarzu bez szwanku - przekonany, że skręcam do wyjścia rąbnąłem głową w ścianę. Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła i ledwo powstrzymałem się od głośnego przeklinania, bo była ze mną Yaki.
- Rozwaliłem sobie okulary. - warknąłem.
Usłyszałem w ciemnościach jej zduszony chichot.
- Przepraszam! - krzyknęła po chwili, zanosząc się głośnym śmiechem. - Widzisz coś bez nich?
- Praktycznie nic. Po ciemku tym bardziej.
- Zastanawiam się, czy dziś w nocy będą widoczne gwiazdy. - mruknęła.
- Bez okularów raczej ich nie zobaczę. - uświadomiłem sobie, że zachowuję się jak złośliwy bachor, więc szybko zamilkłem.
- Możemy wrócić do Akademika, jeśli chcesz.
- Nie mam w pokoju zapasowych okularów... Wszystkie oprócz tych mi się stłukły. Mam prośbę... Mogłabyś jakoś zaprowadzić mnie do salonu optycznego? O ile wiem jest gdzieś niedaleko, mijałem go, pierwszy raz jadąc tutaj.
Przytaknęła.
- Nie masz przypadkiem w twarzy żadnych odłamków szkła?
- Nie... Chyba nie. - uśmiechnąłem się.
- Pochyl się.
Schyliłem się, uważając, żeby się nie przewrócić, bo istniało duże prawdopodobieństwo, że tej nocy mogę sobie jeszcze połamać kończyny i umrzeć. Yaki zdjęła to, co zostało z moich okularów.
- Okej, możemy iść. - oznajmiła.

Yaki?
Wiem, koszmarne, ale czasu i weny obecnie nie mam ;/

sobota, 19 września 2015

Yaki - Krawcaty

Po wejściu do mojego pokoju podeszłam do biurka i odpaliłam komputer. Zaczęłam przeglądać mnóstwo folderów, przenosić do gry pliki dźwiękowe, bo jakoś wcześniej tego nie zrobiłam. Gdy tylko skończyłam, odwróciłam się do Krawcatego i uśmiechnęłam. Ten kiwnął głową, po czym ustąpiłam mu miejsca. Postanowiłam pokazać mu grę z tą dziesięciolatką i matką, która ją zabiła. Nie była to moja jedyna, tym bardziej najstraszniejsza produkcja, mimo to, coś mnie ruszyło w tej grze. Chłopak dwukrotnie kliknął ikonę pliku o nazwie „Miłość matki do córki” i ekran zrobił się cały czarny. Po dłuższej chwili pojawiła się różowa mgła, a tuż po niej napis: Play!

Pierwsza scena zaczęła się w domu w nocy. Z twarzy Krawcatego zniknął uśmiech, ale jego oczy błyszczały niczym najdroższe diamenty. Widać było, że się skupił. Na ekranie pojawił się wielki, czerwony napis „MAMA ZNÓW TO ZROBI. MUSZĘ UCIEKAĆ”. Po tej informacji pojawił się komunikat jak sterować, po czym można było zacząć rozgrywkę. Rolę muzyki w grze pełniła cisza. Nie było żadnej piosenki, czy czegokolwiek innego. Oczywiście dźwięk chodzenia (cichego tupania) był słyszalny. Wszystko wydawało się stosunkowo proste. Znajdujesz się w przedpokoju, długim i ciemnym. Towarzyszą ci tylko białe ściany, na których widnieją rysunki z dzieciństwa owej dziesięciolatki oraz skrzypiąca, drewniana podłoga. W ręce masz świecę i idziesz. Idziesz, ale nie wiesz, gdzie. Bohaterka ma również momenty, kiedy mruga. Każdy z nas mruga, dlatego – skoro jesteśmy jej oczami – postanowiłam dodać ten szczegół. W oddali pojawiły się drzwi, zniszczone, drewniane, ubrudzone. Im bliżej tych drzwi podchodzisz, tym wyraźniejszy słyszysz dźwięk rozbijanego szkła, krzyków, płaczu. Nagle drzwi się otworzyły, a świeczka dziewczynki zgasła.
- Chyba wolę nie iść do tego pokoju… - stwierdził Krawcaty intensywnie wpatrując się w otwarte drzwi. Odwrócił się. Z całą pewnością spodziewał się czegoś, co go przestraszy, jednakże nic takiego się nie stało.. Chłopak uniósł jedną brew do góry, był strasznie podejrzliwy.  Szedł dalej. Nagle, z sufitu spadła butelka po piwie. Krawcaty wzdrygnął się, mimo to szedł dalej. Gdyby tylko dźwięk był cicho. Jednakże wszelkie takie dźwięki pochodne były bardzo głośne. Nagle, znajdujesz się w pokoju dziewczynki. Nie ma żadnego zaznaczenia, że coś się stało, czy cokolwiek. Znów wszystko ucichło, jakby uciął nożem. Pokój dziewczynki można było dokładnie obejrzeć. Otworzyć wszystkie szafki, wszystko wziąć do ręki. Wtem, zza dziewczynką pojawiła się jej matka i uderzyła ją nożem w nogę. Rozległ się głośny krzyk dziewczynki, który z czasem cichnął, zaś matka wysyczała „Idź mi kupić wódkę…”. Śmierć dziecka przebiegła szybko, a Krawcaty wzdrygnął się ponownie. Podejrzewam, że dla niego było to bardziej obrzydliwe, niż straszne. Po chwili na ekranie pojawił się grób, nad którym płakała owa matka. Po tym gra się wyłączyła.

- Co jest…? – podeszłam do laptopa i zaczęłam przeglądać wszystkie kody, pliki, foldery. Gra nie powinna była się wyłączyć. Toż to był dopiero epilog! Udało mi się dopiero wykonać dwa endingi. Gra ma ich mieć dziesięć, wiem, że to dużo, ale tyle potrzebuję, aby opisać zawartą w niej historię. Poza tym, dosyć trudno było zrobić wszystko tak, aby mi się podobało. Zdenerwowałam się, gdy moje dzieło nagle zniknęło z ekranu, a w zamian pojawiło się zawiadomienie, że program przestał działać.
- Trudno - wzruszyłam ramionami i zamknęłam system - Także tego... jak ci się podobało? - uśmiechnęłam się, po czym spoczęłam na łóżku.
- Całkiem fajne - stwierdził, po czym nastąpiła cisza. Zaczęłam się zastanawiać, co możemy zrobić, aby się nie patrzeć na siebie i milczeć. Nic mi jednak nie przychodziło do głowy. Chwilę później coś mi się przypomniało.
- Ej... napijesz się ze mną kawy? Możemy ją wziąć i pójść na dwór. Na dworze wcale nie jest zimno. Oczywiście, jeśli chcesz zostać w domu... - zawahałam się na chwilę, bo chłopak wyglądał na bardzo znudzonego, musiałam jednak dokończyć wypowiedź - ...to zostaniemy - położyłam się i zaczęłam czekać na odpowiedź, jednocześnie zastanawiając się, czy dzisiaj w nocy będą widoczne gwiazdy.

Krawcaty?

piątek, 18 września 2015

Krawcaty - Yaki

Na twarzy dziewczyny malowało się kompletne zaskoczenie. Tak autentyczne i prawdziwe, że zacząłem się śmiać.
- Przepraszam. - mruknąłem, kiedy skończyłem się wytrząsać. Planowałem odwrócić się i zrobić sobie kawę (w końcu to po to tu przyszedłem), ale w ostatniej chwili zorientowałem się, jak niekulturalne by to było.
No dalej Krawcaty, zrób dobre wrażenie, żeby ta dziewczyna nie była kolejną osobą, która uważa cię za kompletne dziwadło.
- Ehm, chyba jeszcze się nie znamy. Mów mi Krawcaty. - wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.
- Myślałam, że jesteś dziesięcioletnią dziewczynką, którą zabiłam. - wypaliła z dziwnym wyrazem twarzy.
Stałem jak wryty, nie bardzo wiedząc, co na to odpowiedzieć. Po przedłużającym się milczeniu, które co prawda lubiłem, ale większość osób uważała je za niezręczne, wzruszyłem ramionami i odwróciłem się w kierunku blatu kuchennego. Zrobiłem sobie kawę, zastanawiając się, czy ta dziewczyna tylko mi się przywidziała.
Kawa była tak smolista i gorzka, że normalny człowiek raczej natychmiast wypluł by ją od razu po wzięciu do ust, ale właśnie takiej w tej chwili najbardziej potrzebowałem. O tej porze zazwyczaj zaczynałem naukę, więc musiałem się jakoś otrzeźwić. Wypiłem zawartość kubka niemal duszkiem, po czym podreptałem do wyjścia z kuchni, ale nagle na drodze stanęła mi osóbka, którą wcześniej spotkałem.
Podskoczyłem zdumiony, uświadamiając sobie, że to nie zjawa, tylko najprawdziwsza studentka, która wprowadziła się do Akademika w tym samym roku co ja i to stosunkowo niedawno, bo jeszcze się nie widzieliśmy.
- Byłaś tu cały czas? - spytałem tylko. Nie miałem zamiaru mówić jej, iż wziąłem ją za ducha. Choć, z drugiej strony, prawdopodobnie ona miała mnie za istotę tego pokroju...
- Tak, wybacz, że się jeszcze nie przedstawiłam. Jeszcze nigdy żadna gra tak na mnie nie działała... Po prostu w pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłam, byłam przekonana, że jesteś kimś innym. Jestem Yaki.
- No to miło mi cię poznać, Yaki. Lepiej późno, niż wcale. - uśmiechnąłem się. - Czy dobrze usłyszałem, mówiłaś o grze?
- Tak, w wolnych chwilach zajmuję się tworzeniem własnych gier horror.
Zawahałem się.
- Mógłbym zobaczyć jedną z nich?
Uniosła brwi.
- A nie dostaniesz zawału?
Nie odpowiedziałem. Miałem bardzo specyficzny gust, jeśli chodziło o gry - stosowałem zasadę, że im straszniejsze, tym lepsze, a przy tym trząsłem się ze śmiechu przy wielu produkcjach, które rzekomo powodowały przerażenie wśród większości osób. Uśmiechnąłem się półgębkiem i ruszyłem za Yaki do jej pokoju, który, jak się okazało, sąsiadował z moim.
Nauka może poczekać.

Yaki?

czwartek, 17 września 2015

Yaki - Krawcaty

- Mogę pani coś pokazać? – uśmiechnęłam się do plastyczki i wyjęłam brzydki, szary szkicownik. Był gruby, bez okładki (odpadła), ale z mnóstwem rysunków, papierów. Oczy kobiety rozbłysły. Tak, pani Carl, plastyczka z wieloletnim stażem lubi moje gryzmoły, w postaci zakrwawionych psów z zszytymi pyskami i nienaturalnie wielkimi zębiskami, i nie tylko. Oddałam szkicownik w jej ręce, wcześniej wyznaczając stronę.
- Nie zawiodłaś mnie, Yaki! – zawołała z radością w głosie – Twój wielki, zakrwawiony koń… mogłabym go zatrzymać? Powiesić sobie na ścianie pokoju?
- Wiem, że to dla pani ważne… ale nie – zachichotałam z cynicznym uśmiechem. Gdy moja ciotka była na wykładzie (jak być asertywnym), powiedziano, że właśnie tak należy odmawiać. Rozbawiło mnie to do tego stopnia, że sama zaczęłam używać tego zwrotu. Pani Carl uśmiechnęła się tylko, po czym wróciła do szkicowania jednorożca.

Padłam na łóżko. Coś sprawiało, że nie mogłam się podnieść, coś, co chyba zwie się lenistwem. Miałam jeszcze mnóstwo energii.  Spojrzałam przez otwarte okno.
Zaczęłam nasłuchiwać. Szum. Drzewa się ugięły. Kap, kap, kap. Czyżby zaczynało kropić? Mam nadzieję, że nie. W końcu chciałam jeszcze wyskoczyć na piwo. Tup, tup, tup. Idą ludzie, choć sami nie wiedzą, dokąd. Smutne. Ale co z tego, zdarza się. Nikt nie wie, gdzie idzie. To jak wracanie do domu, gdy jesteś pijany. Nigdy nie wiesz, gdzie dojdziesz. Podniosłam się z łóżka, moje ciało samo zbliżyło się do szafy, a me ręce wyjęły czarną sukienkę do kolan i czerwoną narzutkę, po czym rzuciłam się szukać rajstop. Wyjmując owe ubrania spostrzegłam, że mam same czarne i czerwone, i jeszcze białe ciuchy. Powinnam mieć jeszcze inne kolory… a nie! Mam jeszcze szary…
Założyłam trampki i zadowolona wyszłam z Akademika. Udałam się w znajomą, choć wciąż tak samo ciemną uliczkę. Czekałam, aż ujrzę wielki napis BAR U EDKA | NAJTAŃSZY ALKOHOL W MIEŚCIE. Trzask. Tup, tup, tup. Ktoś idzie. Biec? Nie, może poczekam. Śmiech. Cichy śmiech. Tup, tup, tup. Ten ktoś idzie dosyć szybko. Cisza. Martwa cisza. Jakby w głowie, usłyszałam pytanie. „Przytulisz mnie?”. Odwróciłam się. Dziecko. Długie włosy, ciemne oczy i ten dziwny uśmiech. Brudna sukienka, sięgająca dziecku do kolan, powiewa na wietrze. Dziewczynka coś szepcze. Nie mogę jej zrozumieć. Dopiero gdy zaczyna mówić głośniej, słyszę cały czas to samo pytanie. „Przytulisz mnie? Przytulisz mnie? Przytulisz mnie?”. Czułam strach. Mimo to, nachyliłam się i przytuliłam to dziecko. Dziewczynka znów zaczęła szeptać. Tym razem zrozumiałam jej słowa od razu. „Zabijesz mnie? Zabijesz mnie? Zabijesz mnie? Zabijesz mnie?”. Wyciągam rękę, aby ją znów przytulić. Czy to w mojej ręce… to nóż kuchenny. Spoglądam jeszcze raz na dziewczynkę. Drżę. Dlaczego ona leży i się nie rusza? Czy to wokół niej… to krew? Ma ją na całym ciele. Słyszę krzyk. „Dlaczego?! Dlaczego?! Dlaczego?! Dlaczego?!”. Patrzę znów na nóż. Jest w krwi. Moje ręce też. Cała ociekam tą czerwoną cieczą. Zamykam oczy i biorę wdech. Czuję w powietrzu śmierć.
Zerwałam się nerwowo z łóżka. To był sen… tylko sen. Byłam cała spocona. Spojrzałam na godzinę. Dwudziesta pierwsza. Idę się kąpać.
Po kąpieli odpaliłam laptopa i zaczęłam doskonalić moją nową grę. Tu i ówdzie dodałam parę szczegółów, po czym zaczęłam prowadzić rozgrywkę. Bohaterką w tej grze była kobieta, która zabiła dziesięcioletnią dziewczynkę. Westchnęłam.
Po około godzinie zrobiłam się głodna. Wyszłam z pokoju i ruszyłam do kuchni, gdy nagle na kogoś wpadłam.
- Przepraszam, nie zauważyłam… co? – przez moment wydawało mi się, że widzę tą dziesięcioletnią dziewczynkę. To pierwsza gra, która tak na mnie działa. Zamrugałam parę razy i zobaczyłam wysokiego mężczyznę o kremowych włosach. Zrobiło mi się głupio, bo mój mózg na trzy sekundy zmienił mu płeć i wiek. 


Krawcaty?

środa, 16 września 2015

YAKI


Yaki

Dziewiętnastoletnia studentka filologii angielskiej, w międzyczasie bawi się w tworzenie gier horror. Jest chuda – prawda – ale jej ciało nie wygląda jak anemiczki. Waga wykazuje tylko parę kilogramów niedowagi, przy wzroście 169cm. Drugim, co chyba muszę uwzględnić, to fakt, że „Yaki” to nie jest jej prawdziwe imię. Po prostu go nie używa, bo jej się nie podoba, czy coś takiego. Nie uważa się za osobę biseksualną, ale lubi i kobiety, i mężczyzn. Jest tolerancyjna, szalona i szczera. Bywa czasem wredna i miewa złe dni (w które siedzi w pokoju i płacze), ale ogółem jest radosna. Lubi rysować różne potwory, najczęściej z zaszytą mordą. Warto też dodać, że jest bardzo mądra, nie tylko „trzepnięta”. Twierdzi, że w życiu powinno się kochać tylko kawę i mięso. Uczęszcza na zajęcia plastyczne. Chodziła też na dodatkową informatykę, ale wyrzucili ją, gdy grający w jej grę dostał zawału serca.
Pokój nr. 2, Skrzydło Północne

sobota, 12 września 2015

KRAWCATY



Dwudziestoletni student medycyny, który bez okularów nie widzi praktycznie nic, co wcale nie przeszkadza mu w grze w koszykówkę, czy też treningach ze swoim prywatnym koniem. Posiada jasną karnację, blond włosy oraz fiołkowe oczy. Ma 190 cm wzrostu. Nawet dyrekcja Akademika nie zna jego prawdziwego nazwiska - wszystkich prosi, by zwracali się do niego po prostu Krawcaty. Na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco zbyt poważny i zgorzkniały jak na swój wiek, a wszystko dlatego, iż jest introwertykiem i pesymistą, co przekłada się w znaczny sposób na jego mimikę twarzy. Skrycie jest radosnym dzieckiem słońca, tylko nie chce się do tego przyznać. Typowe tsundere, które czeka, aż ktoś pomoże mu się otworzyć. Warto też wspomnieć, że jest biseksualny, leworęczny i bez kawy nie przeżyłby nawet kilku godzin.
Pokój nr. 1, Skrzydło Północne